Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze o inscenizacji

Lato, niedziela, wakacje, a ja w dalszym ciągu nie mogę pozbyć się wrażenia, że z tą inscenizacją w Radymnie jest jednak coś nie tak. Odbyła się wczoraj i ukazały się głosy pochwalne, że z szacunkiem dla ofiar i zgodnie z prawdą historyczną. Pełna kultura i delikatność, wprost subtelny pokaz przepełniony empatią.

Zachwyceni organizatorzy, co chyba nie dziwi, ale i bardziej znane osoby, co już dziwi mnie bardziej. A ja w dalszym ciągu uważam, że to gwałt na wyobraźni. Jest coś chorobliwego w tym, że aby wyobrazić sobie jak człowiek morduje człowieka trzeba to pokazać „na żywo”. Gdzie tu miejsce na wyobraźnię?

Ja też, jak zdecydowana większość z podobno około 5 tysięcy widzów nie byłem naocznym świadkiem tamtych wydarzeń, ale starcza mi wyobraźni, żeby wiedzieć jak to wyglądało. Pewnie to kwestia indywidualnej wrażliwości, może mam ją przesadnie rozbudowaną, ale podobnie jak zachwyceni widzowie mogą się zachwycać mam prawo nie zachwycać się tym zupełnie i wyrażać swój brak entuzjazmu.

Gwałty na sanitariuszkach AK w czasie Powstania Warszawskiego też można pokazać z szacunkiem dla ofiar, dodać do tego dramatyczną muzykę i atrakcyjne fajerwerki – tylko PO CO? Jak ktoś nie zobaczy gwałtu to nie będzie potrafił zrozumieć na czym to polega?

Przez wieki wyroki śmierci wykonywano publicznie na oczach rozentuzjazmowanej gawiedzi w celach edukacyjnych, żeby każdy sobie popatrzył jak to jest kiedy wbijają na pal, krzyżują, obcinają głowy lub inne części ciała, teraz jak rozumiem powoli wracamy do tej wspaniałej tradycji. Czyżby tak źle było z naszą wyobraźnią?

Moja rodzina doznała znacznych krzywd z rąk sowieckich, wielu z moich krewnych straciło życie, w tym bliska mi emocjonalnie osoba strzałem w tył głowy w Katyniu, ale gdyby ktokolwiek zaproponował mi udział gościnny w inscenizacji z rozstrzeliwania w Katyniu uznałbym go za pomyleńca. Na samą myśl o tym mam węzeł w gardle.

Wiele osób z mojej rodziny brało udział w Powstaniu Warszawskim, w tym gronie jedna z sanitariuszek cudem ocalałych z wymordowanego szpitala powstańczego (oszczędzę szczegółów z szacunku dla niej i czytelnika), potem więźniarka obozu koncentracyjnego gdzie dokonywano na niej eksperymentów medycznych. Wystarczyło mi oglądać ślady po tych „eksperymentach” na nogach, inscenizacja nie jest mi potrzebna, a cioci tym bardziej.

W relacji TVN24 czytam: „Widzowie byli pod wrażeniem widowiskowej inscenizacji. - Jest to coś niewiarygodnego dla nas, ponieważ jesteśmy młode i ciężko nam to jest pojąć. Całe widowisko było naprawdę emocjonujące, zapierające dech w piersiach i to było coś niesamowitego - komentowała jedna z młodych obserwatorek” żując spokojnie gumę do żucia. Nawet wierzę, rzeczywiście musiało to być „emocjonujące, zapierające dech” i bez trudu wyobrażam sobie, że „to było coś niesamowitego”. NIESAMOWITEGO! Ładnie powiedziane!

Dziwi mnie tylko, że „ciężko to pojąć”, bo obserwatorka jest młoda. Znaczy to, że z poziomem wyobraźni naszego młodego pokolenia rodaków dzieje się coś niepokojącego. Część widzów myślała chyba podobnie, bo jak widać na filmowej relacji przyprowadzili dzieci, żeby potem nie musiały sobie nic wyobrażać, tylko zobaczyły na własne oczy.

Organizatorzy i obserwatorzy podkreślają, że było godnie, z szacunkiem, a autorzy znaleźli odpowiednie artystyczne formy przedstawienia sytuacji. Być może, nie byłem trudno więc ustosunkować się akurat do tego, zresztą nie o to mi chodzi, jak się uprzeć to dla każdej rzeczy można dobrać odpowiednie środki wyrazu. Dla mnie sam POMYSŁ żeby tak to zrobić jest, delikatnie mówiąc, fatalny. 

Trudno, stało się, mleko się już wylało, niepokoi mnie co innego. „Pokazano coś, czego do tej pory polscy artyści nie chcieli pokazać - ocenił ks. Isakowicz-Zaleski, który obserwował inscenizację”. Trochę się boję, że po Radymnie artyści będą bardziej skłonni pokazać to „coś” i że moje sarkastycznie tylko rzucane pomysły innych makabrycznych inscenizacji zobaczymy już niebawem.

 

niedziela, 21 lipca 2013, pogin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ilenka50
2013/07/21 17:51:16
Ja, jako dziewczynka, raczej nie biegałam z karabinem z patyka po podwórku, co najwyżej z łukiem indiańskim i to tylko na wsi u babci. Na mój rozum to inscenizacje mają w sobie coś takiej zabawy podwórkowej. Jeśli ktoś chce sobie wyobrazić jak było w czasie Powstania Warszawskiego, to niech obejrzy "Kanał", a jeszcze lepiej przeczyta "Kolumbów". Polecam zwłaszcza ten kawałek o śmierci "Niteczki". To była prawda o powstaniu, cała prawda. Gdyby mnie ktoś pytał, to inscenizacje służą gloryfikacji tych wydarzeń, są zakłamywaniem historii, przygotowywaniem kolejnych ton mięsa armatniego. No dobra, ulżyłam sobie, ale strasznie mnie ten temat drażni.