Blog > Komentarze do wpisu

Spryciarze, ryzykanci i nieuki

Kilka dni temu pojawiła się informacja o receptach z lekarskim dopiskiem NZ czyli „nie zmieniać”. Chodzi z grubsza rzecz biorąc o to, że każdy lek przepisany przez lekarza pacjentowi może być na życzenie pacjenta zamieniony w trakcie realizacji recepty w aptece na inny równoważny, a szczególnie na tańszy jego odpowiednik. To sytuacja dla pacjenta wygodna, a i dla NFZ-tu korzystna, bo ma mniejsze koszty refundacji i po to między innymi wprowadzono taką możliwość. Słowem same korzyści, dla pacjenta i dla NFZ-tu. Każdy lek, jednak z jednym istotnym wyjątkiem.

Na recepcie przy konkretnym leku lekarz ma prawo dopisać owe NZ, czyli „nie zmieniać” i w takim przypadku farmaceuta w aptece nie może tego leku zamienić na inny nawet jeśli pacjent tego sobie zażyczy. Oczywiście pacjent nie zażyczy tego sobie w takim przypadku, bo będzie przez lekarza wcześniej o tym powiadomiony (a przynajmniej tak powinno być), a lekarz musi w dokumentacji medycznej pacjenta uzasadnić swoje wskazanie. Zapis taki musiał być wprowadzony, bo bywają przypadki, w których jest to ze względów medycznych uzasadnione.

Opisana możliwość zamiany nie jest wygodna dla firm farmaceutycznych, które zawsze starają się, aby kupowane były leki produkowane przez nich, a nie przez inną, konkurencyjną firmę. Znaleźli się podobno w firmach farmaceutycznych spryciarze, którym wydaje się, że znaleźli na to sposób i proponują lekarzom, a być może i rozdają pieczątki z tym NZ-tem. Do jakiego stopnia lekarze będą skłonni używać takich pieczątek jeszcze nie wiadomo, na razie to czysta spekulacja, bo żeby to robić na większą skalę (a tylko taka skala jest dla producentów interesująca) trzeba dużego ryzykanta - takie właśnie recepty, jako najbardziej kosztowne NFZ sprawdzi w pierwszej kolejności, a że każda recepta ma indywidualny kod kreskowy lekarza to wyłowią ich szybciutko. O stronie etycznej całego procederu nie będziemy tu na razie dyskutować.

Sprawą zainteresował się Teleexpress, w którym Maciej Orłoś powiedział m. in: „Pieczątki z napisem NZ rozdają firmy farmaceutyczne”. I tyle. Wszystko jasne. Znaczy byłoby, gdyby nie onet.pl, który twórczo rozwinął tekst Orłosia i w swoim materiale napisał tak: "Recepty z dopiskami rozdają lekarzom firmy farmaceutyczne, które nie chcą by pacjenci kupowali tańsze leki konkurencji." Na dokładkę w materiale onet-u wklejony jest filmik z Teleexpress-u. Jeden materiał, jeden temat i dwie sprzeczne informacje. W jaki sposób firmy farmaceutyczne miałyby mieć dostęp do zastrzeżonych plików NFZ-tu z receptami i kodami lekarzy tego już onet.pl nie wyjaśnia.

To ja wyjaśnię. Pomijając lekarzy bez umów refundacyjnych z NFZ-tem procedura wygląda tak, że lekarz osobiście lub zatrudniająca go placówka przygotowuje bloczki receptowe pobierając odpowiednie pliki elektroniczne tworzone w bazie NFZ-tu i nie ma innej możliwości, skąd więc gotowe recepty konkretnych lekarzy w rękach firm farmaceutycznych? Gdyby tak miało być, byłoby to poważne przestępstwo, a nie sprytny i wątpliwej jakości chwyt producentów leków.

Co więc mamy? Niewiarygodny materiał onet-u, który mąci ludziom w głowach. Jeśli onet nie potrafi sam przygotować wiarygodnej informacji to niech przynajmniej nauczy się słuchać ze zrozumieniem gotowej. Zobaczymy kiedy opanują tę trudną sztukę.

 

niedziela, 28 lipca 2013, pogin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ilenka50
2013/07/29 11:53:41
Oto jak tworzy się typowa plota: - Mąż tej spod piątki wczoraj niósł walizkę - mówi jedna sąsiadką do drugie. - Mąż tej spod piątki spakował walizki - mówi druga sąsiadka do trzeciej. - Mąż tej spod piątki wyprowadził się z domu - mówi trzecia sąsiadka do czwartej. - Nareszcie zrobiłam porządek w szafie, stare ciuchy zapakowałam do walizki, a mąż wyniósł je do piwnicy - mówi ta spod piątki.
Najwyraźniej media przejmują role wścibskich sąsiadek.